Bliski Wschód, Rosja

Syryjski gambit Putina

Szeroka międzynarodowa koalicja antyterrorystyczna – z takim pomysłem wystąpił na forum Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Żadna nowość, bo Rosja hasło o takiej koalicji głosi […]

Szeroka międzynarodowa koalicja antyterrorystyczna – z takim pomysłem wystąpił na forum Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Żadna nowość, bo Rosja hasło o takiej koalicji głosi już od dłuższego czasu. Różnica tym razem tkwi w tym, że rosyjskie samoloty bojowe, helikoptery, wozy opancerzone i kilkuset żołnierzy – a więc całkiem spore zasoby – w ostatnim czasie zostały rozlokowane w Syrii. Oficjalnie mają walczyć z Państwem Islamskim, nieoficjalnie – wesprzeć chwiejącą się coraz bardziej dyktaturę Baszara Assada.

Rosjanie w Syrii

Rosyjskie wojska w Syrii, u boku Assada, a do tego porozumienia o współpracy z Iranem i Irakiem – jako uzupełnienie własnego wkładu militarnego – stanowią całkiem silną kartę, z którą można poważnie negocjować przy dyplomatycznym stole. Takie rozmowy miały miejsce, prezydent Putin spotkał się z prezydentem Obamą, który niechętnie i bez entuzjazmu, ale zaangażował się w konflikt syryjski. Co ustalili, to okaże się w najbliższym czasie, lecz z oenzetowskiej mównicy Obama ostro atakował prezydenta Syrii Baszara Assada i jest mało prawdopodobne, by oficjalnie zgodził się na to, by Assad pozostał u władzy.

Paradoksalnie, z punktu widzenia interesów USA oraz przynajmniej niektórych państw Zachodu (a być może i Chin), rosyjskie zaangażowanie w Syrii powinno wzbudzić entuzjazm. Utrzymywanie przy władzy Assada stanowi bowiem kosztowne przedsięwzięcie, a gdy oprócz pieniędzy do kosztów dołączą ludzie i sprzęt, sprawa stanie się dużo bardziej problematyczna. A szanse, że do takich strat nie dojdzie są nikłe – Rosjanie nie przyjechali do Syrii na urlopy, by przedłużyć sobie wakacje po zajęciu Krymu i Donbasu. Sytuacja wojsk i milicji Assada jest ciężka, morale coraz słabsze, a baza rekrutów zmniejsza się. Kraje Zatoki, w szczególności Arabia Saudyjska, nie wycofają się z gry o Syrię po wejściu do niej Putina. Włożyły w nią za dużo pieniędzy, czasu i wysiłku. Nie widzi im się także rzucanie ręcznika po to, by szyicki Iran zwiększył swoje wpływy (w zasadzie to odzyskał to, co sprezentowali mu Amerykanie po inwazji na Irak).

Gorące przyjęcie Rosjanom zgotuje także Państwo Islamskie. Organizacja, która wyrosła z Al Kaidy w Iraku i była wspierana przez Assada niemal od początku, opanowała sporą część terytorium Syrii i północnego Iraku. Mimo kolejnych egzekucji alawickich żołnierzy, Assad nie skupiał się na zwalczaniu Państwa Islamskiego, koncentrując się raczej na innych ugrupowaniach opozycyjnych. Trudno nie odnieść wrażenia, że Państwo Islamskie i Assad żyją w symbiozie i czerpią z tego obustronne korzyści. Assad może tłumaczyć światu, że opozycja to terroryści, a Państwo Islamskie ma wyczyszczone przez siły Assada pole do walki z licznymi ugrupowaniami opozycyjnymi. W syryjskiej wojnie domowej naprawdę niewiele było wielkich starć sił Assada z bojownikami Państwa Islamskiego, natomiast wielokrotnie dochodziło do sytuacji, gdy można było domniemywać współpracę tych podmiotów. Assad niejednokrotnie poświęcał swoich ludzi na ołtarzu Państwa Islamskiego, lecz Rosjanie nie mogą sobie na to pozwolić. A Rosjanie, przynajmniej w teorii, przybyli do Syrii walczyć z Państwem Islamskim. Jeśli uczestnicy tej gry – Syria, Państwo Islamskie i Rosja – nie mrugają porozumiewawczo oczami, zagrożenie dla rosyjskich żołnierzy jest duże.

Wóz albo przewóz

Nigdy nie przeszkadzaj przeciwnikowi, gdy popełnia błąd – powiedział ponoć Napoleon. Tak też rosyjskie zaangażowanie w Syrii przyjmują uczestniczące w rozgrywce podmioty. Rosjanie mają, w teorii, dużo do zyskania, lecz ryzyko jest bardzo wysokie. Jeśli uda im się utrzymać Assada przy władzy, a także wspomóc Syrię i Irak w odzyskaniu utraconych na rzecz Państwa Islamskiego terytoriów, pozycja Moskwy na Bliskim Wschodzie będzie najlepsza od momentu, gdy izraelska armia obróciła w pył arabskich klientów ZSRR w 1967 roku. Rosjanie staną się realnymi rozgrywającymi w tym regionie świata.

Z drugiej strony, jeśli konflikt w Syrii będzie się tlił przez kolejne miesiące, a najpewniej całe lata, a Państwo Islamskie będzie trwać, rozwijać się i wewnętrznie umacniać, Rosja poniesie prestiżową porażkę. Prestiżową, bo angażuje się w Syrii z własnej woli, na własnych warunkach i bez oglądania się na inne mocarstwa. Wchodzi do Syrii sama, bez żadnych partnerów i wsparcia międzynarodowego (zdobywa je post factum i w bardzo ograniczonym wymiarze – przynajmniej na ten moment). Porażka może również okazać się kosztowna, o czym wspominałem wyżej. Nieprzypadkowo Amerykanie unikają jak ognia silniejszego zaangażowania się w Syrii – doświadczenia Iraku i Afganistanu, a także Libii, nakazują im daleko posuniętą wstrzemięźliwość. Z racji dysproporcji ekonomicznych mogą sobie pozwolić na naloty, które stanowią kroplę w morzu wydatków wojskowych, które i tak rokrocznie ponoszą. Rosja, która jest mocno zaangażowana na Ukrainie, porywa się na interwencję, której rozwój jest praktycznie niemożliwy do przewidzenia. Daleki jestem od wieszczenia Rosjanom drugiego Afganistanu, lecz Moskwie może być trudno podjąć decyzję o szybkim wyjściu bądź ograniczeniu interwencji w sytuacji, gdy zaczną ginąć rosyjscy żołnierze. Na Ukrainie można było ukrywać informacje o stratach, lecz w Syrii, przy takiej mnogości podmiotów i ich biegłości w wykorzystywaniu mediów społecznościowych, straty mogą szybko wyjść na jaw. Należy pamiętać, że istotna część bojowników Państwa Islamskiego pochodzi z Czeczenii. Oni tylko czekają na rosyjskie samoloty, helikoptery, czołgi oraz żołnierzy.

Gambit Putina, nawet realizowany przy – na ten moment – ograniczonych środkach, mimo początkowych fajerwerków medialnych (kontrast odważnego Putina i tchórzliwego Zachodu), jest naprawdę bardzo ryzykowny. Wydaje się, że rozsądniej dla Rosji byłoby przyjąć uprzednią pozycję turecką (ostra retoryka, ale zero konkretnych działań wojskowych) i wspierać swoich klientów i sojuszników w Syrii i Iranie bez użycia własnych sił zbrojnych. Teraz można jednak tylko gdybać o efektach takiej polityki, bo została ona wyrzucona do kosza. Najbliższe tygodnie pokażą, co i w jaki sposób Rosjanie zamierzają robić w Syrii i jakie będą tego krótkofalowe efekty. Dla sytuacji w Syrii rosyjska interwencja to kolejna komplikacja, która gmatwa i tak niełatwą układankę. Jak twierdzi Hassan Hassan, specjalista w temacie syryjskiej wojny domowej oraz działalności Państwa Islamskiego, ekspert Chatham House, Rosjanie nie uratują Assada, a Zachód traci właśnie resztki wiarygodności (zastanawiając się nad tym, czy Assad może jednak powinien zostać) oraz wpływu na wydarzenia w Syrii. Mówiąc krótko – jest nieciekawie i nic nie zapowiada zmian na lepsze.

Piotr Wołejko

Share Button
  • Tomek Zięba

    A nie jest to kolejna odsłona konfliktu USA-Rosja, rozpoczętego na Majdanie? Dla Putina: po pierwsze, rozwalić sojuszników Waszyngtonu w Syrii, po drugie, wzmocnić Assada, po trzecie rozbić, lub ograniczyć wpływy PI w Syrii. Dokładnie w tej kolejności…
    Stratami Rosjan bym się nie przejmował i nie przeceniał ich… W Donbasie też było sporo zdjęć rozbitych rosyjskich T-72… Dla Rosjan to standard – jest wojna, muszą być straty! Putin wie co robi, nie może dopuścić do utraty Syrii i marginalizacji swoich wpływów w tym regionie.