Prasa

Wieczorny przegląd prasy – 22.02.2007 r.

Dziennik Niezwykle interesujący opis stanu rosyjskich mediów znajdziemy dziś w „Dzienniku„, a jego autorem jest Oleg Panfiłow – publicysta i szef niezależnego Centrum Dziennikarstwa Ekstremalnego (które bada wolność słowa w […]

Dziennik

Niezwykle interesujący opis stanu rosyjskich mediów znajdziemy dziś w „Dzienniku„, a jego autorem jest Oleg Panfiłow – publicysta i szef niezależnego Centrum Dziennikarstwa Ekstremalnego (które bada wolność słowa w mediach). Pozwolę sobie zacytować jeden akapit tekstu: „Sytuacja w Rosji przypomina dziś czasy sowieckie, kiedy na temat telewizyjnych dzienników mówiono, że zawierają „informacje o Breżniewie i dwie minuty na temat pogody”. Wiosną nasze Centrum Dziennikarstwa Ekstremalnego (niezależna instytucja badająca rosyjskie media) przeprowadziło monitoring publicznych kanałów telewizyjnych. Chcieliśmy się zorientować, który z polityków i przedstawicieli władzy jest najczęściej prezentowany w programach informacyjnych. Rezultat naszych badań był oszałamiający. Aż 91-93 proc. czasu w telewizyjnych dziennikach w tzw. prime time poświęcono działaniom władz: prezydentowi 40 proc., premierowi i jego zastępcom – 40 proc., oraz liderom partii władzy, czyli Wspólnej Rosji – ponad 12 proc. Opozycja praktycznie jest zaś w dziennikach telewizyjnych nieobecna.” Kiedy Panfiłow wylicza, ile telewizji, gazet i stacji radiowych kontroluje władza, włos aż jeży się na głowie – „W tej chwili najbardziej wpływowe rosyjskie media to pięć w całości kontrolowanych przez państwo kanałów telewizji publicznej. Jeśli chodzi o radio – wszystkie radiostacje informacyjne, oprócz „Echa Moskwy”, transmitują wiadomości właściwie mało różniące się od tych z czasów sowieckich – wiele słów o władzy i trochę o pogodzie. Obraz byłby niepełny bez dodania do niego 88 regionalnych stacji radiowo-telewizyjnych oraz ogromnej liczby państwowych gazet. Sytuacja w mediach zaczyna wracać do stanu znanego z czasów Breżniewa.” Totalna kontrola mediów pozwoliła zwyciężyć Władimirowi Putinowi w wyborach prezydenckich w roku 2000 i utwierdzić jego władzę w roku 2004. Za pewnik można przyjąć też, że następca Putina będzie miał wsparcie kontrolowanych przez Kreml mediów. Jak zauważa Panfiłow, „to właśnie walka z wolnymi mediami okazała się pierwszym zwycięstwem Putina w innej wojnie – tej, która ma prowadzić do odbudowy dawnego imperium.” Gorąco zachęcam do lektury całego tekstu.

Rzeczpospolita

Amerykanie starają się rozwiać obawy Moskwy dotyczące tarczy antyrakietowej. Stało się to niezbędne po tym, jak w histerycznym tonie wypowiedali się kolejni wysocy rangą politycy i wojskowi rosyjscy. Budowę elementów tarczy w Polsce i Czechach krytykowali m.in. prezydent Putin, wicepremier Siergiej Iwanow, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oraz szef sztabu rosyjskiej armii Jurij Bałujewski, czy wreszcie szef wojsk rakietowych Nikołaj Sołowcow. Posługiwali się oni głównie argumentem, że amerykańskie antyrakiety zagrażają Federacji Rosyjskiej. Jak jednak twierdzą przedstawiciele amerykańskiego Departamentu Stanu, Moskwa była informowana o postępach w budowie tarczy od 2004 roku, a ówczesny minister obrony (obecnie wicepremier) Siergiej Iwanow odwiedził nawet bazę w Anchorage na Alasce, gdzie docelowo ma znajdować się 40 antyrakiet. „Nikt, kto choć trochę zna się narzeczy, nie powie, że 10 rakiet w Polsce i stacja radarowa w Czechach mogą w jakimkolwiek stopniu ograniczyć znaczenie tysięcy rosyjskich głowic nuklearnych” – mówiła Condoleezza Rice w Berlinie, gdzie brała udział w spotkaniu kwartetu bliskowschodniego. Zdaniem doradcy prezydenta Busha ds. bezpieczeństwa narodowego, Stephena Hadleya, „Moskwa prowadzi dyplomatyczną grę” i doskonale wie, że tarcza jej w żaden sposób nie zagraża. Tymczasem „wczoraj w wywiadzie dla dziennika „Rossijskaja Gazieta” minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow wytknął Polsce i Czechom, że decyzję podejmują w sposób niedemokratyczny – bez uwzględnienia opinii swoich obywateli i sojuszników.” Dość dziwnie wygląda pouczanie nas przez Rosjan o tym, czym jest demokracja.

Gazeta Wyborcza

Wczoraj upłynął 60-dniowy termin wyznaczony Iranowi przez Radę Bezpieczeństwa ONZ na wstrzymanie prac nad wzbogacaniem uranu. Odpowiedź prezydenta Ahmadineżada na ten fakt była następująca: „Będziemy kontynuować nasze zadania, aby jak najszybciej zrealizować nasze prawo do posiadania technologii nuklearnych„. Harda postawa Iranu otwiera drogę do nałożenia nowych, znacznie bardziej dotkliwych sankcji na ten kraj przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Waszyngton już zapowiedział, że będzie domagał się embarga na import wielu rodzajów broni – a to tylko jedna z wielu możliwości. Najpewniej Chiny i Rosja będą – ponownie – starały się rozwodnić rezolucję w taki sposób, aby sankcje nie były zbyt dotkliwe. Stany Zjednoczone użyją jednak zdecydowanych argumentów za tym, aby poważnie ukarać Iran. Jeśli, mimo zaprzeczeń ze strony Teheranu, Iran rzeczywiście pracuje nad budową bomby atomowej, może to mieć ogromne konsekwencje dla regionu i wywołać nowy wyścig zbrojeń. Czy w obliczu takiej postawy władz irańskich możliwa jest opcja militarna, o której od kilkunastu miesięcy rozpisują się gazety na całym świecie? Czy też, jak podkreślają niektórzy eksperci, wysłanie w rejon Zatoki Perskiej drugiego lotniskowca to wyłącznie element presji na Iran? Zdaje się, że wydarzenia nabierają przyspieszenia.

Share Button