Prasa

Wieczorny przegląd prasy – 21.02.2007 r.

Gazeta Wyborcza Poważne problemy ma centrolewicowy rząd Romano Prodiego. „Dymisja! Dymisja!”, „Nie ma rządu Prodiego!” – krzyczeli chwilę po głosowaniu prawicowi senatorzy, wymachując egzemplarzami dziennika „La Stampa„, na łamach którego […]

Gazeta Wyborcza

Poważne problemy ma centrolewicowy rząd Romano Prodiego. „Dymisja! Dymisja!”, „Nie ma rządu Prodiego!” – krzyczeli chwilę po głosowaniu prawicowi senatorzy, wymachując egzemplarzami dziennika „La Stampa„, na łamach którego szef dyplomacji Massimo d`Alema zapowiedział rezygnację całego rządu w razie porażki, pisze w „GazeciePaweł Szczerkowski. Głosowanie w senacie zostało przegrane z powodu braku kilku głosów. Lewicowa koalicja posiada zaledwie przewagę jednego głosu, więc oczywiste jest, iż kilku senatorów albo na głosowaniu się nie pojawiło, albo głosowało przeciwko rządowi. Prodi może pocieszać się tym, że odrzucono jedynie projekt rezolucji (w sprawie polityki zagranicznej, m.in. rozbudowy amerykańskiej bazy wojskowej w Vicenzie), a nie ustawę. Jest to jednak pocieszanie „na siłę”, ponieważ pokazuje brak poparcia partnerów koalicyjnych w kluczowych sprawach. Rząd może więc bardzo szybko upaść. Tutaj możecie przeczytać cały artykuł.

Dziennik

Hugo Chavez jest niezwykle zdolnym przywódcą. Jednocześnie buduje w kraju „Socjalizm XXI wieku”, a także tworzy sieć aliansów z politykami, którzy sprzeciwiają się polityce Stanów Zjednoczonych. Na garnuszku Chaveza znajdują się m.in prezydenci Boliwii, Nikaragui i Ekwadoru; wspiera on także Aleksandra Łukaszenkę, a za swojego przyjaciela uważa Mahmuda Ahmadineżada, o Fidelu Castro nie wspominając. Jednak są to wszystko przywódcy z państw „Trzeciego Świata”, dlatego za punkt honoru prezydent Wenezueli postawił sobie znalezienie przyjaciół wśród zachodnich elit. Niewielu z nich jest jednak gotowych otwarcie wesprzeć kontrowersyjnego Chaveza, który zieje nienawiścią do Ameryki. Paradoksalnie, znalazł go w stolicy światowej finansjery, w domu najważniejszych koncernów, firm oraz managerów odpowiadających za globalizację – w Londynie. Przyjacielem Chaveza stał się burmistrz stolicy Wielkiej Brytanii Ken Livingstone, zwany przez swoich przeciwników „Czerwonym Kenem”. Współpraca londyńskiego burmistrza z wenezuelskim prezydentem ma, oficjalnie, charakter gospodarczy. Chavez sprzeda Londynowi ropę z 20-procentowym rabatem, a Livingstone wyśle do Caracas – stolicy Wenezueli – specjalistów od zagospodarowania przestrzennego oraz komunikacji. Nie da się jednak ukryć faktu, iż Livingstone jest gorliwym przeciwnikiem prezydenta Busha. Jak podkreślają zwolennicy burmistrza, nie zaprzedaje się on antyamerykanizmowi, a dba tylko o najuboższych londyńczyków. Dzięki tańszej ropie zaoszczędzą oni sporo pieniędzy na transporcie. Krytycy twierdzą natomiast, że to wstyd, aby bogaty Londyn wspierany był przez kraj rozwijający się.

Rz

Istnienie takich planów nie jest niespodzianką. Aby skutecznie zaatakować ośrodki atomowe, trzeba unieszkodliwić system obrony przeciwlotniczej i centra dowodzenia. Takie scenariusze opracowuje się z dużym wyprzedzeniem. Ewentualny atak odbyłby się bez udziału Izraela, bo wywołałoby to zbyt duży gniew w świecie islamu. I bez tego konsekwencje amerykańskiego ataku byłyby wystarczająco poważne. Właśnie z tego powodu do ataku nie dojdzie w najbliższej przyszłości. Waszyngton będzie jeszcze próbował negocjacji. Ujawnienie planów na dzień przed upływem terminu wyznaczonego Iranowi przez ONZ można odczytać jako próbę wywarcia presji na Teheran.” – komentuje (możliwość amerykańskiego ataku na Iran) dla „Rzeczpospolitej” dr Jan Willem Honig, ekspert ds. bezpieczeństwa w londyńskim King’s College. Jak coraz częściej donoszą media, na biurku prezydenta Busha znajduje się gotowy plan nalotów na Islamską Republikę Iranu, który czeka tylko na podpis. Jeśli rzeczywiście opcja militarna zwycięży, amerykańskie samoloty oraz rakiety Tomahawk uderzą na kilkaset celów, m.in. centra prac nad atomem. Może to się okazać kosztowne, dlatego wielu ekspertów apeluje o podjęcie negocjacji. Tym bardziej, że pozycja prezydenta Ahmadineżada słabnie. „Zdaniem eksperta irańskiego pochodzenia Meir Javendafara presja wywierana na Teheran zaczyna przynosić efekty. – Zwolennicy reform i obóz pragmatyczny domagają się od Ahmadineżada, by złagodził stanowisko wobec Zachodu. To najlepszy moment na prowadzenie negocjacji, a nie na atak – mówi „Rz” dyrektor ośrodka analiz bliskowschodnich Meepas.” – pisze Wojciech Lorenz.

Share Button