Prasa

Wieczorny przegląd prasy – 08.02.2007 r.

Dziennik Na czym można szybko zbić polityczny kapitał? Oczywiście na antyamerykanizmie. Czerpiąc garściami z najnowszej historii najbliżsi współpracownicy prezydenta Francji Jacquesa Chiraka ponownie wytoczyli ciężkie działa przeciwko Ameryce, pod przebrzmiałym […]

Dziennik

Na czym można szybko zbić polityczny kapitał? Oczywiście na antyamerykanizmie. Czerpiąc garściami z najnowszej historii najbliżsi współpracownicy prezydenta Francji Jacquesa Chiraka ponownie wytoczyli ciężkie działa przeciwko Ameryce, pod przebrzmiałym już pretekstem „awanturniczej” wojny w Iraku. Premier Dominique de Villepin w wywiadzie dla „Financial Times” określił wojnę iracką jako przegraną przez Stany Zjednoczone, a minister spraw zagranicznych Philippe Douste-Blazy zażądał kalendarza wycofania amerykańskich wojsk znad Tygrysu i Eufratu do końca 2008 roku. Wcześniej natomiast sam Chirac, na spotkaniu z dyplomatami w Paryżu, ostro skrytykował Stany Zjednoczone za „awanturę iracką”. Drużyna obecnego (i ustępującego) prezydenta skorzystała ze wzorów, które pozwoliły wcześniej zwyciężyć w wyborach Gerhardowi Schroederowi w Niemczech, a także przysporzyły ogromnej popularności Chirakowi. To właśnie ci dwaj przywódcy, wraz z Władimirem Putinem, stworzyli oś Paryż-Berlin-Moskwa, która gorąco oponowała przeciwko amerykańskiej inwazji na rządzony przez Saddama Husajna Irak. Dlaczego Chirac znowu uderza w antyamerykańskie tony? Zdaniem politologów dramatycznie próbuje odzyskać utracone poparcie, a gdzieś w jego głowie wciąż tli się nadzieja na udany (czyli zakończony trzecią kadencją w Pałacu Elizejskim) start w kwietniowych wyborach prezydenckich. Jest to także ewidentne uderzenie w Nicolasa Sarkozy’ego, który zamierza prowadzić zdecydowanie bardziej proatlantycką politykę od swojego poprzednika. A niektórzy eksperci zastanawiają się, czy ciągle nie wygaszona wojna na prawicy nie utoruje drogi do prezydentury kandydatce socjalistów. Czy gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta?

Rzeczpospolita

Tymczasem we Francji toczy się bardzo istotny proces, który może wyznaczyć granice wolności słowa z jednej, a poprawności politycznej z drugiej strony. Kilka organizacji muzułmańskich oskarżyło redaktora naczelnego tygodnika „Charlie Hebdo” za „publiczne znieważenie grupy osób z powodu ich wyznania„. Powodem pozwu były oczywiście karykatury Mahometa, które pierwotnie ukazały się w duńskiej gazecie „Jyllands Posten„, a następnie – w imię solidarności dziennikarskiej – zostały opublikowane w wielu innych gazetach, w tym także w „Charlie Hebdo„. „Jeśli zabroni się drwin z terrorystów, co nam pozostanie?” – pytał przed sądem naczelny Philippe Val. Uważa on, że jego gazeta nie przekroczyła granic wolności słowa, a oskarżenia muzułmanów uważa za świadectwo ich „średniowiecznego” charakteru. Wczoraj Vala poparł szef MSW i kandydat prawicy na prezydenta – Nicolas Sarkozy, który powiedział, że „woli ekscesy karykatury od ekscesów cenzury„. Nie sposób nie przyznać mu racji. Czy wyrok sądu będzie inny od tych, jakie zapadły w podobnych sprawach w Danii? Laickość zapisana w konstytucji francuskiej zdaje się wskazywać na to, że pozew organizacji muzułmańskich nie ma szans.

Gazeta Wyborcza

Zmieniamy całkowicie kraj i temat, przenosząc się na Białoruś. Tamtejsza opozycja zaprosiła prezydenta Aleksandra Łukaszenkę na wspólne celebrowanie „przypadającej 25 marca rocznicy powstania w 1918 r. Białoruskiej Republiki Ludowej.” Idąc za głosem większości, także lider opozycji i jej były kandydat na prezydenta – Aleksander Milinkiewicz – napisał do białoruskiego dyktatora list, w którym zaprosił go do współpracy dla dobra Białorusi. Zdaniem Milinkiewicza, Białoruś z powodu działań Rosji „może się znaleźć w katastrofalnej sytuacji gospodarczej„. To samo od kilku tygodni powtarza Łukaszenko, który nawet „puszcza oko” do Unii Europejskiej a z drugiej strony proponuje Ukrainie i krajom bałtyckim antyrosyjski sojusz krajów tranzytowych, czyli takich, przez które rosyjskie surowce płyną na Zachód. Praktycznie nikt jego propozycji poważnie nie przyjmuje, a i sam Łukaszenko nie jest zbyt chętny do ustępstw, których Unia się od niego domaga. Milinkiewicz także nie jest zbyt skory do bliższej współpracy z Łukaszenką „dopóki w więzieniach będą siedzieć moi towarzysze, jeśli będzie trwać przemoc wobec młodzieży demokratycznej, jeśli nie zostanie przywrócona pełna wolność słowa, jeśli nadal będą łamane podstawowe prawa człowieka„. Czy rzeczywiście możliwe jest nawiązanie współpracy pomiędzy prezydentem a opozycją, o którą do tej pory nazywał „bandą renegatów”? „Jeśli w tym, co pisze Milinkiewicz, znajdziemy rzeczy pożyteczne, władza zareaguje pozytywnie” – powiedział wczoraj „Gazecie” Nikołaj Czerginiec, należący do najbliższego otoczenia Łukaszenki białoruski senator.

Share Button