Strefa chillu

Oni rządzą… na ekranach telewizorów

Kiedy zostałem zaproszony do grona autorów mających „wystąpić” ze swoimi tekstami podczas piątych urodzin Dyplomacji, w pierwszym odruchu przyszły mi na myśl takie pojęcia jak geostrategia, soft power, zagrożenia asymetryczne, […]

Kiedy zostałem zaproszony do grona autorów mających „wystąpić” ze swoimi tekstami podczas piątych urodzin Dyplomacji, w pierwszym odruchu przyszły mi na myśl takie pojęcia jak geostrategia, soft power, zagrożenia asymetryczne, interwencje humanitarne czy instytucje  transnarodowe. Ale zaraz potem złapałem się za głowę i pomyślałem: kto używa takich słów na imprezie urodzinowej? Dlatego mój rocznicowy tekst będzie serio, ale jego temat nie do końca. Polityka to nie tylko jedna z najważniejszych dziedzin życia społecznego. To także pożywka dla autorów dzieł literackich, filmów, a nawet seriali. I właśnie o trzech bardzo ważnych, przynajmniej dla mnie, serialach politycznych chciałbym dzisiaj trochę opowiedzieć.

Niedościgniony wzór

Zacznijmy od telewizyjnego political fiction traktowanego zupełnie serio. Mam wrażenie, że od co najmniej kilku lat ogromna większość zarówno ludzi mediów, jak i politologów, na pytanie o serial będący wzorcem gatunku, odpowiedziałaby bez wahania: The West Wing. W Polsce produkcja ta była pokazywana przez TVN jako Prezydencki poker, przy czym można tam było obejrzeć jedynie część odcinków.

Na początek kilka danych encyklopedycznych. Serial był produkcją wytwórni Warner Brothers dla sieci telewizyjnej NBC, która emitowała go przez siedem sezonów, od jesieni 1999 do wiosny 2006. Wyprodukowano 156 odcinków. Pomysłodawcą serialu i jego scenarzystą wiodącym przez pierwsze cztery serie był Aaron Sorkin. W głównej obsadzie znalazły się takie gwiazdy minionych dekad jak Martin Sheen, Rob Lowe czy Alan Alda, ale także liczna grupa aktorów, którym dopiera ta produkcja przyniosła zaszczyty, sławę i pieniądze. W tej grupie na pewno należy wymienić takie nazwiska jak John Spencer, Bradley Whitford, Allison Janney, Richard Schiff czy Janel Moloney. Serial otrzymał łącznie 27 nagród Emmy, czyli telewizyjnych Oscarów, co daje mu pozycję czwartej najbardziej obsypanej tymi statuetkami produkcji w dziejach.

Oryginalny tytuł pochodzi oczywiście od Zachodniego Skrzydła, czyli tej części Białego Domu, gdzie ze względów bezpieczeństwa nie docierają żadne wycieczki, nie ma tam zbyt wielu zabytkowych wnętrz i starych obrazów, ale to właśnie tam bije polityczne serce Ameryki. Zachodnie Skrzydło to bowiem nic innego jak słynny Gabinet Owalny oraz przylegające do niego biura najbliższych współpracowników prezydenta. Serial ukazuje losy administracji prezydenta Jeda Bartletta, postaci absolutnie nietuzinkowej. Głęboko wierzący katolik z Nowej Anglii, ojciec trzech córek, lewicujący ekonomista, który karierę naukową przypieczętował Nagrodą Nobla. A potem zwrócił się w stronę polityki, wiążąc się z Partią Demokratyczną. Początkowo był gubernatorem swojego lekko sennego stanu New Hampshire, ale potem za namową starego przyjaciela zawalczył skutecznie o to najwyższe stanowisko.

Nie zanudzając już nikogo dalszymi szczegółami fabuły, warto postawić sobie zasadnicze pytanie. Jak to się stało, że serial rozgrywający się głównie w rządowych gabinetach i korytarzach, gdzie bohaterów oglądamy niemal wyłącznie w garniturach i żakietach, zdobył taką popularność wśród masowej publiczności? Odpowiedź jest dość prosta. Sorkin niezwykle precyzyjnie i skutecznie zmieszał dwa składniki. Zaprosił do współpracy wielu autentycznych byłych urzędników prezydenckich, na czele z byłą rzeczniczką prezydenta Clintona Dee Dee Myers, dzięki którym z niezwykłym realizmem oddał mechanizmy władzy. The West Wing może z powodzeniem służyć za podręcznik amerykańskiego systemu politycznego. Ale z drugiej strony potrafił tak uzupełnić i udramatyzować ten materiał, że mogły to oglądać z zapartym tchem nawet osoby będące lata świetlne od polityki. Służyły temu liczne zwroty akcji i nieoczekiwane wydarzenia, ale także świetne ukazanie całego ludzkiego wymiaru polityki. Dramatów ludzi, którzy na ołtarzu służby publicznej kładą swoje osobiste szczęście, zdrowie, najlepsze lata życia, a nierzadko też własną moralność. Jednocześnie Sorkin pokazał obraz nieco wyidealizowany, w którym nawet ci lekko zblazowani niekiedy polityczni zawodowcy, w głębi serca naprawdę chcą coś zmienić, wierzą w bardzo głęboki sens swojej pracy, nie są tam dla zaszczytów.

Biały Dom po naszemu

W polskiej telewizji political fiction jest gatunkiem niezwykle egzotycznym, w ostatnim dwudziestoleciu mieliśmy chyba tylko jedną poważną próbę zmierzenia się z nim. Była nim Ekipa, emitowana jesienią 2007 przez Polsat.

Projektem kierowały Agnieszka Holland i jej córka Kasia Adamik. Obie panie spędziły wiele lat w USA, doskonale znały The West Wing i nawet nie próbowały ukrywać daleko idącej inspiracji tym serialem. Scenarzystami byli zajmujący się tym zawodowo Dominik Wieczorkowski-Rettinger oraz dziennikarz polityczny Wawrzyniec Smoczyński, obecnie związany z tygodnikiem „Polityka”. W przeciwieństwie do swojego pierwowzoru, Ekipa nie zdołała połączyć sukcesu artystycznego z komercyjnym. Choć została bardzo ciepło przyjęta przez krytykę, w ostatnich tygodniach emisji nie była w stanie przekroczyć progu nawet miliona widzów, co dla serialu o takim budżecie było straszną klęską. O kontynuacji nie było nawet co marzyć.

Ogólna idea Ekipy jest zbliżona do serialu amerykańskiego – jest to bardzo optymistyczna w gruncie rzeczy próba ukazania niezwykle ideowych ludzi, którzy starają się wcielać swoje ideały w życie w bardzo brutalnym, bezwzględnym świecie polskiej polityki. Choć grany przez Marcina Perchucia główny bohater, premier Konstanty Turski, jest o jakieś trzydzieści lat młodszy od prezydenta Bartletta, również jest naukowcem z głową pełną marzeń o lepszym świecie, który w nieoczekiwany dla siebie sposób nagle ląduje w oku politycznego cyklonu.

Scenarzyści polskiego serialu stosują opisany już wyżej patent – mieszają politykę z życiowymi dramatami. Być może jest tu trochę mniej realizmu niż w serialu amerykańskim, ale za to aspekt „ludzki” wypada co najmniej równie dobrze. Smaczku i głębi dodaje serialowi trafne pokazanie odmiennych postaw dwóch pokoleń ludzi obecnych w polskiej polityce. O ile dla pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatków zaszłości z czasów PRL wciąż są bardzo ważnym elementem ich życia i świadomości (kłania się tu tematyka lustracyjna), ich koledzy z pokolenia trzydziestolatków żyją już bez tych obciążeń, choć również bez tak rozwiniętej świadomości moralnej czy po prostu sumienia.

Mam nadzieję, że nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli powiem, że w jednym z finałowych odcinków Ekipy katastrofie ulega samolot, w którym na wizytę zagraniczną udał się prezydent RP, grany przez Andrzeja Seweryna. Muszę się do czegoś przyznać: kiedy dwa i pół roku po obejrzeniu serialu, 10 kwietnia 2010, włączyłem rano telewizor, moja pierwsza myśl dotyczyła właśnie tego odcinka.

Trochę mniej poważnie

Na koniec kilka zdań o komedii politycznej. Choć próby tworzenia seriali w tej konwencji pojawiały się w różnych państwach, w Polsce mieliśmy np. kultowe Polskie Zoo, osobiście za najciekawszy uważam tu dorobek brytyjski. Siła tamtejszych seriali śmiejących się z polityki polega na tym, iż nie są one tylko satyrą na bieżące wydarzenia, o których za pięć lat nikt nie będzie pamiętał i serial straci aktualność. Pokazują raczej sytuacje, które są w pewnym sensie ponadczasowe, bo wynikają z kwestii bardzo głęboko wpisanych w politykę od co najmniej dziesięcioleci.

Jest co najmniej kilka brytyjskich seriali, o których można by tu wspomnieć. W naszym kraju ukazały się na DVD niektóre odcinki Naszego człowieka w parlamencie (The New Statesman), w którym główną rolę grał Rik Mayall. To na pewno produkcja bardzo ciekawa, zwłaszcza że zdołała powstać w telewizji komercyjnej, ale jednak operująca dość grubą kreską i raczej brutalnym humorem.

W samej Wielkiej Brytanii za wzór politycznego sitcomu uznaje się jednak inny serial, a mianowicie Yes Minister, później przemianowany na Yes Prime Minister.  Produkcja niezwykle finezyjna, wyrafinowana scenariuszowo, ale mimo tego przystępna i popularna. Emitowany przez BBC w latach 1980-88 serial był ulubionym programem rozrywkowym ówczesnej premier Margaret Thatcher, która – mimo swojego zdystansowanego stosunku do mediów jako takich – wystąpiła na jednej z imprez charytatywnych u boku aktorów serialu w specjalnym skeczu.

Osią fabuły jest walka między dwoma bardzo silnymi żywiołami, jaka rozgrywa się w każdym brytyjskim ministerstwie: między politykami a służbą cywilną. Politycy odpowiadają przed wyborcami, mają często głowy pełne pomysłów, ale brakuje im realnych kompetencji. Panicznie boją się także politycznej degradacji, chociażby przy okazji rekonstrukcji rządu. Z kolei służba cywilna szczyci się swoimi dyplomami najlepszych uczelni oraz faktem, iż jest niemalże nieusuwalna. Jej urzędnicy czują się jak pączki w maśle, status quo to ich ulubiony stan, zaś na wszelkie zmiany patrzą niechętnie, bo mogą potencjalnie zagrozić ich pozycji. Nie ponoszą przy tym praktycznie żadnej odpowiedzialności.

Żywioły te reprezentują oczywiście żywi ludzie: minister spraw administracyjnych Wielkiej Brytanii oraz szef służby cywilnej w jego resorcie. Grający ich Paul Eddington i Nigel Hawthorne, obaj niestety już nieżyjący, co tydzień toczyli niezwykle barwne ekranowe pojedynki, zaś wiele dialogów z serialu weszło do historii. Oto przykład: najbardziej zasłużone osoby ze świata brytyjskiej dyplomacji otrzymują Order św. Michała i św. Jerzego, którego kawalerowie mogą dopisywać sobie po nazwisku skrót CMG. Minister poprosił swojego asystenta o wyjaśnienie, co znaczy ten skrót. Usłyszał: Call Me God (nazywaj mnie Bogiem).

Wszystkie opisane wyżej seriale są dostępne na DVD – jeśli nawet nie wszystkie w Polsce, to od czego zagraniczne sklepy wysyłkowe czy serwisy aukcyjne. Kończąc tę nietypową dla tych łamów wycieczkę w świat fikcji, życzę Dyplomacji i jej autorowi kolejnych lat wytrwałego mówienia o sprawach ważnych, nawet jeśli nie zawsze popularnych, a także prowokowania ciekawych dyskusji. Wszystkiego najlepszego!

Jarosław Błaszczak

 

Autor jest politologiem, specjalizuje się w polityce państw anglosaskich. Obecnie przygotowuje pracę doktorską na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, poświęconą historii australijskiej polityki zagranicznej.

Share Button