Europa, Kartka z kalendarza

Jak niewielkie Prusy stały się europejską potęgą?

Tytułowe pytanie od dawna mnie zastanawiało. O ile rozwój Francji, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii, a nawet Austrii, jako wielkich europejskich potęg nie zaskakuje, o tyle dla sukcesu Brandenburgii (później Prus, […]

Tytułowe pytanie od dawna mnie zastanawiało. O ile rozwój Francji, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii, a nawet Austrii, jako wielkich europejskich potęg nie zaskakuje, o tyle dla sukcesu Brandenburgii (później Prus, a na końcu Imperium Niemieckiego) trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie. Brandenburgia była bowiem zupełnie przeciętnym podmiotem politycznym na mapie Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego – owszem, stojący na jej czele ród Hohenzollernów posiadał prawa elektorskie i oddawał głosy podczas wyboru cesarza wspomnianego wyżej cesarstwa, lecz pod względem zasobów naturalnych ziemie brandenburskie były raczej ubogie. Jak zatem doszło do tego, że Brandenburgia wykroiła dla siebie potężną przestrzeń w sercu Europy, a także na południowym wybrzeżu Bałtyku?

Wielki Elektor buduje podwaliny pod silne Prusy

Aby poznać odpowiedź  na nurtujące mnie pytanie sięgnąłem  po elektroniczne wydanie książki Christophera Clarka pt. „Iron Kingdom: The Rise and Downfall of Prussia, 1600-1947„. Czy znalazłem w niej to, czego szukałem? Nie do końca, natomiast znalazłem o wiele więcej ciekawych informacji. Zacznijmy jednak od kluczowej kwestii – jak Brandenburgia stała się potęgą europejską? Cóż, nie jest to wyjaśnione wprost. Odniosłem wrażenie, że autor sam nie do końca potrafiłby udzielić odpowiedzi na tak postawione pytanie. Początki Brandenburgii u Clarke’a to… bieda elektora i jego zmagania z reformacją. Podczas wojen religijnych, które targały Europą w XVII i do połowy XVII w. Brandenburgia z pewnością nie była podmiotem, lecz przedmiotem gry na arenie międzynarodowej. Z jednej strony nie chciała narażać się zbytnio katolickiemu cesarzowi, z drugiej strony sama uległa reformacji, a także miała nad sobą szwedzki miecz Damoklesa. Dopiero koniec wojny trzydziestoletniej (1648 r.) i objęcie władzy przez Fryderyka Wilhelma, zwanego Wielkim Elektorem (1640 r., rządził do 1688 r.), stanowiły punkt zwrotny w historii Brandenburgii. Wielki Elektor udanie wprowadzał kolejne elementy absolutyzmu, uniezależniając się od arystokracji, która miała w kieszeni poprzedników Fryderyka Wilhelma. W stosunkach międzynarodowych elektor ten skupił się na wyrwaniu Prus Wschodnich z zależności lennej wobec Rzeczpospolitej, a także na przejmowaniu kontroli nad położonymi na zachodzie, w pobliżu Holandii, hrabstwami Mark i Kleve. Odbywało się to na podstawie roszczeń wynikających z koneksji dynastycznych. Pozwalały one przejmować odległe terytoria – Austria zbudowała na tym prawdziwą potęgę w XVI wieku (sukcesja Habsburgów na tron hiszpański i de facto okrążenie Francji).

Pierwsze starcie z Austrią i Prusy wchodzą do grona europejskich potęg za Fryderyka Wielkiego

Historyczny obowiązek nakazuje wspomnieć, że Wielki Elektor był pradziadkiem Fryderyka Wielkiego, który dopełnił jego dzieło – stworzył z Prus (koronując się na króla Prus, a nie króla w Prusach, jak jego dwaj poprzednicy) europejską potęgę, odbierając Austrii Śląsk już na początku swych rządów (1740-42). Pierwszy raz Hohenzollernowie tak otwarcie postawili się Habsburgom, zabrali im cenną prowincję, a przez to zmienili układ sił w Niemczech. Fryderyk Wielki o mało się nie przejechał na Śląsku (wojna siedmioletnia przeciwko koalicji austriacko-francusko-rosyjsko-saksońskiej w latach 1756-63), lecz brak koordynacji sojuszników pozwolił mu ostatecznie utrzymać zarówno terytorium, jak i władzę. Fryderyk Wielki dokonywał pierwszego rozbioru Polski, doprowadzając do połączenia terytorialnego Brandenburgii z Prusami Wschodnimi. Dwa kolejne rozbiory to już dzieło następcy Fryderyka, a w ich efekcie Prusy posiadały bardzo długą i praktycznie niemożliwą do obrony granicę z Cesarstwem Rosyjskim. Od momentu rozbiorów Prusy już na zawsze miały znajdować się na łasce Rosji, a polityka wobec Petersburga w fundamentalny sposób wpływała na polityczne wybory Berlina. Warto wspomnieć, że podczas wojny siedmioletniej Fryderyk Wielki zupełnie odpuścił obronę terytorium Prus, oddając je na pastwę Rosjan. 

Napoleon burzy średniowieczny porządek w Niemczech, z czego pół wieku później korzystają Prusy

Kolejne lata przyniosły, co dobrze wiemy, wzrost potęgi, a następnie szybki upadek, napoleońskiej Francji. Napoleon doprowadził do rozwiązania Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a Prusy uczynił w zasadzie swoim wasalem. Dopiero klęska wielkiej armii w Rosji doprowadziła do wyjścia Prus spod ucisku Cesarza Francuzów i włączenia się do walki przeciwko niemu (jak się okazuje decyzja ta została podjęta nie przez króla pruskiego, lecz przez pruskiego dowódcę w Taurogach, który porozumiał się w tej kwestii ze swoim rosyjskim odpowiednikiem). Napoleon upadł, a Prusy i Austria musiały na nowo ułożyć polityczne puzzle w Niemczech – Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego zastąpiono Związkiem Niemieckim, w którym z dekady na dekadę coraz silniej ścierały się interesy dwóch głównych graczy, czyli Austrii i Prus. Dopiero kolejna wojna prusko-austriacka w 1866 r. (o Holsztyn) rozwiązała ten spór. Na korzyść Prus. Ówczesny premier Prus Otto von Bismarck zachował się bardzo roztropnie nie anektując austriackiego terytorium, chociaż zwycięstwo Prus było bezapelacyjne. Mąż stanu nie chciał robić z Austrii zaprzysięgłego wroga rodzącego się… Cesarstwa Niemieckiego.

Federalne cesarstwo i jej następczyni – Republika Weimarska

Cesarstwo, o czym nie wiedziałem, było w dużej mierze tworem fikcyjnym. A może raczej wirtualnym. Otóż król Prus był jednocześnie cesarzem niemieckim (a nie Niemiec, to istotna różnica), lecz równocześnie w ramach cesarstwa funkcjonowały niezależne politycznie podmioty, jak np. Bawaria (wyrwana spod austriackiej kurateli). Król Prus był zatem pierwszym wśród równych, chociaż równość tę należy wziąć w nawias chociażby z racji tego, że 2/3 terytorium cesarstwa stanowiły ziemie należące do królestwa Prus. Cesarstwo nie miało jednak zbyt wielu jednolitych instytucji, a lukę ustrojową wypełniał swą osobą Otto von Bismarck. Tacy przywódcy nie rodzą się jednak w każdym pokoleniu i gdy późniejszy „żelazny kanclerz” został odsunięty od władzy w 1890 r., jego następcy nie mieli szans wejść w buty poprzednika. Bismarck zostawiał jednak Prusy (Cesarstwo Niemieckie) w zupełnie innym miejscu – jako jedną z głównych potęg kontynentalnych, marzącą o ekspansji kolonialnej.

Zamach stanu na demokratyczne Prusy toruje Hitlerowi drogę do władzy

Co było później? Wiadomo – powstały dwa wrogie bloki (Prusy-Austria vs. Francja-Rosja-Wielka Brytania) i nastąpiła wielka wojna. Cesarstwo Niemieckie wojnę przegrało, choć w dużej mierze nie na polu bitwy, a poprzez istotne zmiany wewnętrzne – wyczerpany wojną naród stopniowo odmawiał posłuszeństwa wobec cesarza, zaczęły się strajki (także w poszczególnych jednostkach wojskowych). Cesarz Wilhelm II musiał salwować się ucieczką do Holandii i nie było mu dane wrócić. Władzę w Niemczech przejmowali socjaliści (głównie z SPD – brzmi znajomo?). W Wersalu wystawiono Niemcom i Austrii słony rachunek za wojnę. Cesarstwo przekształciło się w republikę (weimarską), której dominującym podmiotem politycznym nadal były Prusy – tym razem rządzone przez SPD, a nie Hohenzollernów. Nadal istniała zatem znana z czasów cesarstwa dwuwładza – rząd federalny (wcześniej imperialny) i rządy poszczególnych podmiotów republiki. I to właśnie władza federalna dopuściła się haniebnego czynu w postaci zamachu stanu (Preußenschlag) na legalnie funkcjonujące władze Prus w 1932 r.. Zabieg ten przeprowadzony na mocy nadzwyczajnego dekretu prezydenta Paula von Hindenburga pozwolił zrealizować plan kanclerza Franza von Papena – usunąć rząd kontrolowany przez socjaldemokratów z SPD i przejąć władzę nad Prusami. Był to kluczowy punkt w strategii prawicowych konserwatystów zgromadzonych wokół von Papena. Niestety, nie przewidział on (a raczej lekceważył to) fali narastającego poparcia dla nazistów pod wodzą Adolfa Hitlera. Naziści zyskiwali coraz więcej mandatów w Reichstagu i w końcu musieli zostać dopuszczeni do rządu federalnego. Wprowadzili do niego zaledwie dwóch ministrów (oprócz Hitlera), ale jeden z nich (Hermann Goring) został komisarzem ds. Prus. Dlaczego to takie istotne? Bo dzięki temu naziści zyskali bezpośredni wpływ na największą w Niemczech policję, jaką była pruska policja. W ten sposób zdemontowano ostatnią zaporę dla Hitlera, jaką stanowiły socjaldemokratyczne Prusy – ostoja demokracji w Niemczech w czasach Republiki Weimarskiej.

Jak zatem odpowiedzieć na tytułowe pytanie? W sposób złożony – na drogę Brandenburgii od zera do bohatera (od jednego z wielu podmiotów do europejskiej pierwszej ligi) wpłynęły: dyplomacja, koneksje rodzinne (dziedziczenie), geniusz poszczególnych władców, sytuacja geopolityczna (w niektórych przypadkach trzeba ją było jeszcze wykorzystać), szczęście. W takiej, jak sądzę, kolejności.

Czego jeszcze można dowiedzieć się z książki Clarke’a? Ot, chociażby o bardzo trudnych relacjach Fryderyka Wielkiego z jego ojcem, Fryderykiem Wilhelmem I (nie mylić z Fryderykiem Wilhelmem – Wielkim Elektorem); o strachu przed Rosją jaki żywili w zasadzie wszyscy Hohenzollernowie począwszy od Fryderyka Wielkiego; o pruskości – co należy rozumieć przez to pojęcie i że niekoniecznie jest to słowo równoznaczne z militaryzmem. Ten wątek jest omawiany szeroko, na przestrzeni różnych władców, a kończy się rozprawą o pruskości, która została potępiona przez aliantów po II wojnie światowej.

Czy poleciłbym książkę Clarke’a? Na pewno nie każdemu. Jest ona bardzo długa, dość szczegółowa (w niektórych miejscach) i niełatwa (momentami) do czytania. Raczej tylko dla fanów historii. Mnie otworzyła ona oczy na wiele wątków, które znałem tylko pobieżnie, a uważałem się dotychczas za całkiem niezłego znawcę historii Europy. Tymczasem zupełną nowością była dla mnie struktura Cesarstwa Niemieckiego. Clarke odbrązawia także postać Bismarcka, którego w podręcznikach szkolnych poznajemy jako genialnego stratega i wybitnego męża stanu – autor „Iron Kingdom” sprowadza nas – i, takie odniosłem wrażenie, samego Bismarcka – na ziemię, pokazując przy tym, że niektóre sukcesy Bismarcka były np. czystym przypadkiem (względnie niezamierzoną konsekwencją).

Ja tymczasem nabrałem ochoty na bliższe spotkanie z historią imperium Habsburgów. Jeśli ktoś może polecić w tym obszarze wartościową książkę, proszę o info.

Piotr Wołejko

Share Button
  • Zabrakło mi perspektywy ekonomicznej. To Nadrenia wraz z jej pokładami węgla leżały u podstawie szybkiej industrializacji a co za tym idzie wzrostu znaczenia kraju i tu doszukiwałbym się źródeł potęgi. Pozdrawiam.

    • p.wolejko

      Masz rację Piotrze, zabrakło perspektywy ekonomicznej. Na swoje wytłumaczenie mam dwie rzeczy: 1. z nas dwóch to Ty masz dużo mocniejszy ekonomiczny background; 2. w książce autor wspomina o tym, że gdy Prusy obejmowały w posiadanie Nadrenię i Westfalię, to nie były to jeszcze lokomotywy wzrostu gospodarczego. Ba, w Prusach zastanawiano się nad sensem ekonomicznym (może bardziej korzyściami ekonomicznymi) poszerzenia terytorium o te ziemie.

  • Łukasz Kwaśniewski

    Jednym z bardzo istotnych elementów budowania silnego państwa w Prusach było stworzenie autonomicznej biurokracji. Polecam „Historię ładu politycznego” Fukuyamy, który omawia przypadek Prus w tym zakresie.