Dyplomacja podsumowuje 2013 r.

Podsumowań i prognoz nadszedł czas. Krótką prognozę dla Afganistanu mogliście już przeczytać 29 grudnia, natomiast nie było jeszcze żadnych podsumowań. Zacznę od wyjątkowo smutnej wiadomości, jaką jest śmierć Andrzeja Turskiego. Twórca i prowadzący program „Siedem Dni Świat”, z którego uczyłem się polityki międzynarodowej, zmarł w wieku 70 lat.

Bliski Wschód

Śmierć zbiera swoje żniwo na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej (tzw. MENA). W przedłużającej się wojnie domowej w Syrii zginęły dziesiątki tysięcy osób, a miliony musiały opuścić swoje domy. Sprawa sierpniowego ataku chemicznego, który omal nie sprowokował Stanów Zjednoczonych do interwencji zbrojnej, nadal pozostaje niewyjaśniona. Wywóz broni chemicznej z Syrii, uzgodniony jako „zastępcza kara” dla reżimu Assada, opóźnia się. Sam Assad zdaje się opanowywać sytuację i utwierdzać zagranicznych ekspertów w przekonaniu, iż pogłoski o jego rychłym odejściu były przesadzone. Wątpliwe, by Baszar al-Assad zniknął z bliskowschodniej sceny politycznej w przyszłym roku.

Bardzo niespokojnie w mijającym roku było również w Iraku. Praktycznie każdego dnia dochodziły do nas informacje o kolejnych atakach i zamachach terrorystycznych, w wyniku których liczba ofiar nieraz przekraczała 1000 miesięcznie. Nie widać pomysłu ani większych szans na powstrzymanie spirali przemocy nad Tygrysem i Eufratem. Chaos w Syrii i w Iraku ma pewne punkty wspólne, wzajemnie się napędza. W takim środowisku jak ryba w wodzie czują się wszelkiej maści radykałowie i terroryści. Niepokojące jest to, że Irak i Syria dryfują w stronę upadłości, a bardzo ciężko wyrwać się z takiego stanu.

Afryka

Z pewnością państwem upadłym nie jest Egipt, w którym od pół roku trwa kontrrewolucja. Zaczęło się od obalenia prezydenta Mohameda Mursiego na początku lipca. Stery władzy ponownie przejęło wojsko. Mimo licznych demonstracji, armia trzyma te stery bardzo mocno i wydaje się mało prawdopodobne, by „eksperyment demokratyczny” został w najbliższym czasie powtórzony. Bractwo Muzułmańskie, które jeszcze rok temu było w natarciu, teraz zostało uznane za organizację terrorystyczną, a za kontakty z jej przedstawicielami aresztowano kilku dziennikarzy stacji Al-Dżazira. Plan na najbliższe miesiące to przyjęcie kolejnej konstytucji, wybory i – w dalszej perspektywie – stabilizacja obozu władzy. W obliczu rozprawy z Bractwem Muzułmańskim nie może dziwić informacja o rzekomym przekazywaniu przez Iran via Egipt ropy reżimowi Assada. Wróg naszego wroga staje się naszym przyjacielem.

Skoro przeskoczyliśmy już do Afryki, to i tam w wielu państwach było bardzo niespokojnie. Rok rozpoczął się od interwencji Francji w Mali, gdzie zbuntowani Tuaregowie oraz radykałowie spod znaku Al-Kaidy przejęli kontrolę nad połową kraju. Francuzi szybko odbili utracone ziemie, ale radykałowie dokonali raczej taktycznego odwrotu, niż zostali pobici w boju. Libia, która miała swój udział w marszu Tuaregów na Mali, stała się krajem podzielonym pomiędzy liczne milicje, bez widoków na silną władzę centralne.

Wojska francuskie zamieniły tymczasem Mali na Republikę Środkowoafrykańską, gdzie muzułmańscy buntownicy z północy kraju obalili prezydenta Francoisa Bozize. W okresie okołoświątęcznym doszło do licznych masakr, w wyniku których zginęło ok. 1000 osób. Niebezpiecznie jest także w Nigrze czy DR Kongo (co nie jest żadną nowością), a najmłodsze państwo Czarnego Lądu, czyli Sudan Południowy, stanął na krawędzi wojny domowej. W tej sytuacji większego wrażenia nie robi już kolejny rok stagnacji w Somalii, gdzie afrykańskie siły stabilizacyjne (AMISOM) nie radzą sobie z rebeliantami z Al-Shabab (stowarzyszonymi z Al-Kaidą). Al-Shabab przeprowadziło zresztą operację odwetową na jednym z interwenientów, dokonując zamachu na centrum handlowe Westgate w kenijskim Nairobi.

Pozbawiony istotniejszych wydarzeń o charakterze pozytywnym rok dla Afryki zamknął się odejściem Nelsona Mandeli. Legendarny przywódca Afrykańskiego Kongresu Narodowego, bojownik przeciwko apartheidowi, pierwszy czarnoskóry prezydent RPA, zmarł w grudniu 2013 r.

Europa

W Europie rok 2013 był kolejnym rokiem walki z kryzysem gospodarczym. Walki niekoniecznie wygranej, chociaż Polska znowu – tym razem z wielkim trudem i naprawdę ledwo, ledwo – znalazła się nad kreską. Sytuacja w Hiszpanii, Portugalii czy Grecji nie zmieniła się jednak ani o jotę – bezrobocie jest dramatycznie wysokie, a koszty pożyczek ratunkowych spychają w biedę coraz więcej osób. W Grecji kwitną partie skrajne, jak lewicowa Syriza i prawicowa Złota Jutrzenka. Z tą ostatnią władze próbują się rozprawić ze względu na jej nazistowskie sympatie i poglądy.

Z radykalizmem i populizmem nie radzi sobie natomiast premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Niegdysiejsza nadzieja konserwatystów desperacko walczy o poprawę słabnących sondaży, próbując przejąć najbardziej skrajne postulaty populistów z UKIP – Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa – Nigela Farage’a. W ramach walki o elektorat Cameron wygłasza coraz ostrzejsze antyimigranckie przemówienia i zaprzecza oczywistym faktom w postaci danych wskazujących na korzystny wpływ imigracji na rozwój brytyjskiej gospodarki. Prawda jest taka, że podróbka (Cameron) nigdy nie będzie lepsza od oryginału (Farage). Lider Torysów chwyta się brzytwy, co zaprowadzi go wprost do klęski wyborczej.

W podsumowaniu europejskim pomijam Ukrainę oraz rozważania o Rosji, odsyłając Was do aktualnych wpisów poświęconych tym zagadnieniom.

Ameryka Północna

Ważnym wydarzeniem – zapytacie dlaczego dopiero teraz o tym wspominam – było ujawnienie przez amerykańskiego informatyka zatrudnionego w firmie pracującej dla Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) informacji o globalnej inwigilacji dokonywanej przez amerykańskie służby bezpieczeństwa. Snowden po tygodniach niepewności dostał azyl w Rosji, a krótkowzroczni przeciwnicy Władimira Putina zyskali przez to argument do dezawuowania rewelacji młodego Amerykanina. Sprawa nie jest taka prosta, a co mnie najbardziej zszokowało, to przyzwolenie na globalną inwigilację. Mój znajomy posunął się nawet do twierdzenia, iż „coś takiego jak prywatność nie istnieje„. Czyżby?

W Stanach Zjednoczonych obok rewelacji Snowdena kluczowe były dwa wydarzenia, mocno ze sobą powiązane. Na pierwszy plan wysuwają się kolejne burzliwe – i prowadzone niemal do za pięć dwunasta – negocjacje dotyczące budżetu i limitu zadłużenia, a także start tzw. Obamacare, czyli wejście w życie reformy ubezpieczeń zdrowotnych. Wejście tak udane, że nasza polska administracja wyglądała przy amerykańskiej jak Ferrari przy Trabancie. Wielka szkoda, że każda wizyta w polskim urzędzie od razu przerywa ten piękny sen. Za budżet i falstart Obamacare oberwało się po równo obu stronom sporu politycznego oraz prezydentowi Obamie. A ten powoli zaczyna wkraczać w okres bezsilności wewnętrznej, czyli czasu, w którym prezydenta określa się mianem „kulawego kaczora” (lame duck). Można spodziewać się jeszcze większego nacisku na dyplomację (raczej nie na Dyplomację), gdzie prezydent będzie szukał sukcesów, które zbudują (poprawią) jego dorobek.

Ameryka Południowa

W Ameryce Południowej warto zwrócić uwagę na Brazylię, która mimo ogromnych inwestycji związanych z przyszłorocznym Mundialem oraz Igrzyskami Olimpijskimi w 2016 r., znalazła się w gospodarczym dołku. Co więcej, krajem wstrząsnęły protesty społeczne wynikające z lekceważenia podstawowych potrzeb takich jak edukacja czy opieka zdrowotna, a także z narastającego rozwarstwienia społecznego. Prezydenta Dilma Rouseff ma więc ręce pełne roboty, a humor pogorszyły jej rewelacje Snowdena o podsłuchiwaniu przywódców ponad 30 państw świata, a także informatycznej inwigilacji milionów Brazylijczyków.

Drugim krajem, na który należy zwrócić uwagę jest Meksyk. Nowy prezydent Enriqe Pena Nieto wygasił nieco wojnę z narkogangami, co przełożyło się na spadek ilości zgonów, jednak w żaden sposób nie rozwiązało problemu potężnych karteli narkotykowych. Nieto osiągnął więcej w sektorze naftowym, do którego będą mogli być dopuszczeni zagraniczni inwestorzy. Zastrzyk kapitału i know-how jest niezbędny, aby ratować głównego sponsora meksykańskiego budżetu, naftowego monopolistę PEMEX.

Azja

Na koniec zostaje nam Azja, a jak Azja, to Chiny i ich relacje z sąsiadami i krajami regionu. W roku 2013 Chiny kontynuowały swój zwrot w polityce zagranicznej, polegający na coraz większej asertywności, a coraz mniejszym nacisku na bezkonfliktowy harmonijny wzrost. Zmiana władzy i wyniesienie na czele KPCh Xi Jinpinga nie wpłynęły na korektę w tej dziedzinie. Mnożyły się „prowokacje” wymierzone w Japonię (wyspy Senkaku), Filipiny, a na koniec roku Pekin ogłosił powstanie na Morzu Wschodniochińskim strefy identyfikacji powietrznej (ADIZ), wywołując konsternację w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Odbieram to jako kolejne posunięcie realizujące politykę faktów dokonanych, czyli przejmowanie kontroli nad terytoriami i obszarami morskimi, co do których prawa roszczą sobie państwa trzecie. Chiński klient z Korei Północnej skupił się w tym roku na stalinowskich czystkach na szczytach władzy, umacniając swoją pozycję, więc w 2014 r. będzie mógł przypomnieć o sobie całemu światu. Czy zrobi to poprzez przeprowadzenie kolejnej próby atomowej?

Piotr Wołejko

Share Button